poniedziałek, 22 sierpnia 2016

życie ssie!


Urlop, urlop i po urlopie. Jak pomyśle, że jutro muszę iść na 12h do pracy to mi się robi nie dobrze. I nie dlatego, że na urlopie mi było tak słodko bo lenistwo i te sprawy, ale dla tego, że ja naprawdę nie lubię tam być. Nic to, brnę do tego by zmienić ten stan.

Tak jak w tytule , życie ssie. I to bardzo. Dwa tygodnie minęły nawet nie wiem kiedy. Cisza na blogu spowodowana była tym, że byłam z Kingą w Łasku.
Tam no tak, jak by odpoczęłam, ale nie do końca. Jednak komfort własnego domu, mnie bardziej odpręża. 

Fitnesowo, i zdrowotnościowo, to znów porażka. Bo życie tak bardzo...
Dużo aktualnie się u mnie po prostu dzieje, i nie potrafię się ogarnąć, ani z ćwiczeniami, ani z jedzeniem. Jak zwykle się tłumaczę sama przed sobą.

I tak się to toczy, wszystko. Do poczytania! :*

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Malbork - rodzinny wypad

Plany jak to plany, nie wypaliły tak jak sobie zażyczyłam. Poprzedni tydzień, zalał nas bardzo nie przyjemnym niespodziankami, ale co było a nie jest nie pisze się w rejestr, jak to mawiają. W sobotę za to, po dwu godzinnej podróży, dostaliśmy się jakimś cudem, na działkę.

Chwila pracy, i idziemy lulu, bo w niedziele, czeka nas wycieczka do Malborka! Na zamek!

O wycieczce, widziałam już tydzień wcześniej, ale nic nie chciałam głośno mówić, bo jak już wspomniałam, życie zweryfikowało parę kwestii.

Nastała niedziela, pobudka o 5 rano, a o 6.30 wyjazd, dzieciarnia się cieszyła, my dorośli też. Jechaliśmy na dwa auta. :)


Pykneliśmy autostradą więc o 10 byliśmy już na miejscu. Moja mama to jednak dobry kierowca. :)



Musieliśmy trafić na dobry moment, bo kolejka do kasy była mała, po chwili jak myśmy kupili bilety, kolejka urosła tak, że w życiu takiej nie widziałam!

Wyciągnęłam, aparat. Kuba też (mam nadzieję, że powstawia zdjęcia, bo ich sporo narobił). Tyle, że okazało się, że mój aparat zdechł, znaczy się bateria padła. Włożyłam drugą i to samo, więc ja zdjęć mam jak na lekarstwo, bo wydusiłam jeszcze z aparatu tyle ile się dało, a raczej z baterii.


Ustawiliśmy, się przy przewodniku, który był w cenie biletów, uznaliśmy, że tak będzie lepiej, niż bezsensowne chodzenie po zamczysku. Nie pomyliliśmy się. Pan był bardzo sympatyczny.

Trzy godziny, zwiedzania, i dowiadywania się ciekawych informacji, to było to. Polecam się wybrać, najlepiej bez dzieci. Ja nie wiele skorzystałam, z informacji które przekazywał przewodnik, bo a to pilnowałam, Smarka, albo szukałam mamy, albo szukałam Kuby, który wałęsał się i robił zdjęcia. A to poszukiwaliśmy mojego kuzyna (lat 8). Ale co swoje to obejrzałam. I co nie co wiedzy też liznęłam.

Wystawa bursztynów porwała moje serce. :) Zdjęć niestety nie mam. :(


Trzy godziny łażenia, więc nogi mi wysiadły i ja na wierze już nie dałam rady wejść. :)

Ogólnie rzecz biorąc, na pewno do Malborka wrócę, pochodzę najpierw z przewodnikiem, a potem pewnie sama, by porobić zdjęcia.

A teraz cóż, rozpoczyna się powoli ostatni tydzień mojego urlopu, który spędzę, w Łasku.







piątek, 12 sierpnia 2016

Mistrzyni kamuflażu.

Upss. Znaczy się miało być makijażu. Czyli ktoś kim nigdy nie byłam i raczej nie będę, bo z makijażem mam tyle wspólnego, że jak się umaluję wyglądam, jak klown.

Ale ponieważ, mam paletek aż 5, to Wam je pokarzę, i powiem czy one fajne są czy nie, choć nie sugerowała bym się, bo ja cieni używam w dość specyficzny sposób, robiąc z nich ciapę z Duraline i nakładając je w formie kresek, najlepiej kolorowych.

Jedyny wyjątek jaki robię, to są cienie z paletki:



Z jednego prostego powodu, to są jedyne cienie które mi się nie osypują. Nie mam po nich twarzy pandy, choć nie ja zawsze taką mam. Ah te cienie pod oczyma.
Paletka jest o tyle fajna, że te cienie nie zlewają mi się w jeden cień i nałożone na moją mega problematyczną powiekę, nie robią się ciapowate, i nie zbierają się w załamaniach. No i są nieźle napigmentowane.  Cud miód i orzeszki.



Lovely - Classic nude make up kit, paletka kupiona bo była tania. No i kolory mi się podobały. Osypują się jak diabli i efekt pandy murowany!




Jak szukałam tej paletki i wpisywałam w wyszukiwarkę Technic electric to mi wyszukiwało, sprzęt elektroniczny, taki jak mój mąż posiada. A ja przecież, nie będę go kupować bo już mam!

Ale paletkę znalazłam, i to ta wersja gdzie są metaliczne, srebrno beżowe kolorki, pigmentacja też jest naprawdę spoko, ale znów efekt pandy, jak nie strzepniesz z pędzla, ja tak jak mówiłam nie używam, standardowo cieni, więc panda mi nie straszna.




Następna z Technic electric. To jest mój hit. Sytuacja podobna jak przy poprzedniej paletce, osypuje się na potęgę, ale kreski wychodzą mi idealne.

Kolory przypominają mi trochę, lata 70 no ewentualnie 80 :), bo zdaje się, że takie mocne kolory były wtedy popularne, choć mogę się mylić.

Mocny pigment, tych cieni jest po prostu moim ulubionym, na plus jest też to, że za dwie paletki dałam 20zł. Mówię, o dwóch tej i dwa zdjęcia wyżej. Wcale się nie dziwię, że konkurują ze Sleek. Znawczynią nie jestem.

Wspomniałam, że mam palet 5. Posiadam jeszcze paletkę właśnie ze Sleek. Zdjęć nie będzie, bo osypuje się, nawet bez używania jej, i jest bardzo brudna. Kuba nie dał rady nawet po wytarciu jej jakoś logicznie obfocić.

Tak jak wspominałam, mistrzyni ze mnie żadna, ale od czasu do czasu lubię się wypacynkować - w szczególności jak idę na randkę z poślubionym - czyli rzadko. ;)

A Wy lubicie? Malujecie się?





czwartek, 11 sierpnia 2016

Szybkie DIY - Podstawka pod telefon.

Potrzeba, mi było czegoś by móc trzymać telefon, w jednym miejscu. I przypomniało mi się, że u Adorosy widziałam kiedyś, jak taką fajną podstawkę robi. Z pudełka po kasecie.

A jak wiecie, albo nie, to u mnie w domu tego pełno, z powodu pasji mojego męża. Nie, nie myślcie, sobie, że pozwolił mi zabrać jakiekolwiek pudełko z jego ukochanych zbiorów. Wygrzebał mi z piwnicy, jakieś takie stare, odrapane. Narzekać nie ma co, wzięłam się do roboty. :)

Potrzeba:
- starego opakowania po kasecie magnetofonowej.
- nożyczek.
- papieru kolorowego samoprzylepnego.
- opcjonalnie jakieś inne ozdóbki, u mnie ich nie ma bo wszystko porywa mi dziecko. :D


 

 Są? Są, no to do dzieła.


Odmierzyłam sobie wszystko co chciałam obkleić, i zapisałam to na kartce.
Wybrałam kolory kartonu i przystąpiłam do odmierzenia i wycinania, logiczne co nie?

Obkleiłam te najbardziej widoczne elementy. 


 Wycięłam, obkleiłam, jak widać nie równo, ale w sumie aż tak to się nie rzuca w oczy, jak na tym zdjęciu. ;)


O tak mniej więcej to wygląda. W sumie nie mniej więcej, ale właśnie tak. :)


Taka pierdoła a cieszy. Żałuje, że nie miałam szarego, albo srebrnego papieru, jak tylko dorwę taki to pewnie zrobię taką, bo ta troszkę mi do pokoju nie pasuje, choć bardzo lubię i zielony i niebieski.

Teraz telefon też będzie miał swoje miejsce. :)

Pozdrawiam!